W olny weekend, to trzeba coś zrobić, gdzieś pojechać. Tym razem padło na Masyw Śnieżnika. Zapowiadali deszcz, grad, wiatry, burze i bóg jeden wie co jeszcze, ale to jakoś niespecjalnie wpływało na plany, więc spakowaliśmy wory i pojechaliśmy w Sudety. Dojeżdżamy do Międzygórza, pogoda nie jest najlepsza. Wilgotność jak w akwarium, pochmurno, dość chłodno, ale nie pada, coś tam kropi, ale nawet mżawką ciężko to nazwać. Ruszamy czerwonym na Śnieżnik, pniemy się w wilgoci, marsz we mgle to fajne uczucie, ale zdecydowanie wolelibyśmy podziwiać widoki zamiast wody. Dochodzimy do schroniska w lekkiej mżawce i nabierającym na sile wietrze. W schronisku ciepła herbata, jajecznica (z jednego jaja bez niczego, NAWET SOLI :p) kiełba, piwko i dalej na szlak. Wychodząc ze schroniska, wchodzimy w opad śniegu, który na przemian z deszczem towarzyszy nam przez najbliższe kilkadziesiąt minut, by zamienić się w zamarznięty deszcz, śnieg i silny jak cholera wiatr. Docieramy na szczyt, se...
Blog o wszelkich aktywnościach outdoorowych. O przyrodzie, bushcrafcie i survivalu. O fotografii słów kilka, a ujęć jak najwięcej! Relacje, recenzje, testy, spotkania, szkolenia. Zapraszamy do lektury!