Przejdź do głównej zawartości
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Bikepackingowo po Kaszubach.

Majówka w tym roku dość długa. Pomysłów sporo, a trzeba wybrać jeden. Wypadło na Kaszuby. Spakowani w stylu bikepackingowym, czyli minimalistycznie, ruszamy pociągiem do Chojnic, gdzie zaczynamy kolejną przygodę.
Jadąc pociągiem obserwujemy spustoszenie jakiego dokonały zeszłoroczne burze i wichury, armagedon, katastrofa, zero lasu. Trochę przerażeni co nas spotka dalej, wsiadamy na rowery i ruszamy w stronę Małych Swornegaci. Kaszubska Marszruta pozwala sprawnie dojechać do mojego ukochanego miejsca. Lasy, jeziora, łąki, bagna itd., wszystko czego do szczęścia potrzeba ;) Pierwszego dnia lajtowo, niecałe 30 km, namiot rozbijamy na praktycznie pustym polu za mostem. Odpoczywamy i chłoniemy energię, płynącą z cudnego miejsca, jakim są Bory Tucholskie.
Rano nieśpiesznie zwijamy obozowisko, jedziemy do Swornegaci przez Chociński Młyn.


Mijamy Drzewicz i kierujemy się na Brusy. Na wcześniejszym odcinku nie było widać większego spustoszenia po wichurze, tu już momentami i harvestery pracowały, i las na horyzoncie był ździebko łysy.


Trasę zaplanowaliśmy tak, by jechać głównie lasami i szutrami, by było jak najbardziej dziko. Bikepacking to idealna forma do przemieszczania się praktycznie w każdym terenie. No może poza kilkoma momentami, kiedy trzeba było przepychać rowery przez głęboki piasek, przenosić przez bagnisko czy zwalone drzewa, ale to już uroki wildtracków ;)


Docieramy do miejsca, gdzie według mapy jest pole namiotowe. I może kiedyś tam było. Fakt, ładna łąka przy jeziorze. Infrastruktury biwakowej nie ma, ale to najmniejszy problem. Cała łąka pokryta jest połamanymi i powyrywanymi drzewami. Kawałek obok znaleźliśmy płaski skrawek ziemi. Namiot postawiony, mały serwis roweru i przystępujemy do gotowania. Nasza wielopaliwówka nigdy nie zawiodła, zawsze paliła, czy zima, czy lato, czy deszcz, czy upał, zawsze świetnie się sprawdzała. Ale tym razem odmówiła posłuszeństwa. Rozkręcam, przedmuchuje, przetykam itd., ale nic, zdechł na amen - jak na razie dalej nie wiemy co się z nią stało, ale dochodzenie trwa ;) Jesteśmy zmuszeni do poszczenia, a na dodatek przeżywamy najazd kleszczy. Więc włazimy głodni i zmęczeni do namiotu i idziemy spać. W nocy obudziło nas jeszcze dziwne czerwone światło, latające nad jeziorem i lasem. Może jakieś ufo albo inny spisek ;)


Wstajemy razem ze wschodem słońca, na sypialni widzimy kleszcze, kleszcze, kleszcze łażą po namiocie. Sajgon jakiś, nigdy aż takiego najazdu tych gnojków nie mieliśmy. Strzepujemy wszystkie, szybko się pakujemy, sprawdzamy czy nie ma pasażera na gapę i ruszamy w trasę.


Pedałujemy szutrami, a to pod górkę, a to z górki, jeśli nie byliście na Kaszubach to nie wiecie co to znaczy jazda po pagórkach ;) Docieramy do bardzo stromego zjazdu po korzeniach, gdzie postanawiamy jednak sprowadzić rowery. Na dole czeka nas piękne bobrowe rozlewisko, system kilku tam, podtopiony las, przez to wszystko prowadzi nasz szlak. Kładki jest tylko kawałek po drugiej stronie, a na naszym brzegu tylko mokre i zbutwiałe belki. Nie pozostaje nam nic innego jak przenieść sprzęt foto, a później wrócić po rowery. Obyło się bez kąpieli i większego zamoczenia ;) Znowu bikepacking dał dowód swojej przewagi nad tradycyjnymi sakwami.


Docieramy do kamiennych kręgów w Węsiorach, gdzie "ładujemy baterie". Następnie kierujemy się do Stężycy i jemy pierwszy ciepły posiłek od doby. Pizzopodobny placek, szału nie robił, ale było to całkiem zjadliwe. Postanawiamy poszukać noclegu. Żadna miejscowa agroturystyka nie ma miejsca pod namiot, marina też nie za bardzo jest nastawiona na biwak, więc jedziemy dalej. Trafiamy na usytuowaną w super otoczeniu piękną, zabytkową leśniczówkę Uniradze.


Leśniczego nie zastajemy, ale po rozmowie telefonicznej pozwala rozbić się pod domem. Rano jesteśmy zaproszeni na herbatkę i pogaduszki leśnych ludzi. Czas nieubłaganie leci, więc musimy się pożegnać i ruszać dalej.


Kuchenka nieczynna, więc żywimy się na zimno - swoją drogą okazuje się to dobry sposób na jedzenie w trasie.
Po dłuuugim ciągnięciu ostro pod górę mamy przed sobą Szymbark. Skansen, w którym znajduje się między innymi dom do góry nogami, najdłuższa deska na świecie, Dom Sybiraka itd. Niektóre atrakcje nawet całkiem ciekawe, ale niestety komercha i cepelia psuje nastrój.


W skansenie pożywiamy się gofrem i ruszamy na Wieżycę, wdrapać się na najwyższe wzniesienie Wzgórz Szymbarskich (328,7 m.n.p.m), z którego rozpościera się piękny widok na Kaszuby.


Późna pora kieruje nas na pole biwakowe, przynajmniej tak wynika z mapy, którą dostaliśmy od leśniczego z Uniradze. Docieramy do planowanego miejsca noclegu, a tu się okazuje, że to tylko teren rekreacyjny leśnictwa. Od leśniczego słyszymy: nie wolno, ale ja was nie wygonię. Więc rozbijamy obóz i idziemy spać z perspektywą wstania o 5, by dojechać o przyzwoitej godzinie do Trójmiasta. Całą noc pada, a właściwie leje, momentami wali grad. O 4 rano nie jest lepiej i nic nie zapowiada poprawy, więc olewamy wczesną pobudkę i śpimy do 7. W przerwach od deszczu zwijamy obozowisko i jedziemy do Somonina, skąd pociągiem docieramy do Gdyni. Tam szybki atak na Błyskawice i Dar Pomorza. Tak skończyła się nasza bikepackingowa majówka na Kaszubach.




Przedstawiamy Wam rowerowego partnera, który wyposażył nas w torby bikepackingowe, dzięki którym mogliśmy połączyć przyjemność buszowania z przemieszczaniem się na dwóch kołach ;)




Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Jesteśmy PI...dami

Uwaga uwaga - post ten miły nie będzie ale na pewno satyryczny. - mogą pojawić się wulgaryzmy - ZA CO SRRY ;)   DWIE NAJWIĘKSZE Pi..dy POLSKIEJ SCENY SURVIVALOWO/BUSHCRAFTOWO/OUTDOOROWEJ Wczoraj czy może dziś nie wiem na pewnym blogu  o pokrewnej tematyce pojawił się wpis podsumowujący rok. W sumie nic nie podsumował poza tym,że autor nie jaki Tomasz F. zbeształ z ziemią 90% środowiska (tak tak was drodzy czytelnicy też)  i nazwał pieszczotliwie Piz....mi. -swoją drogą uważam,że to nie sprawiedliwe powinniśmy rozdzielić na fiutków i piz....ki, przecież w naszym zacnym gronie obie pcie funkcjonują :D Oczywiście wpis już nie istnieje na blogu bo chyba nasz RAMBO ( bez urazy Stallone ; )  się zsiusiał i poleciał z podkulonym ogonem do mamusi - co zarzuca nam. Ale nie martwcie się tu macie pdfa z wpisem ;) No ale cóż jeśli bycie Pi...dą  to:  spłynięcie Wisły na dmuchanym kanu z Krakowa do Bałtyku w rekordowym czasie 14 dni i 7 godzin.  - pr...

Klan z Alaski

  O statnio na Animal planet leci sporo programów o tematyce typowo survivalowej lub chociaż,z powiązanej z nią.  Jednym z tych programów jest Klan z Alaski opowiadając historię oraz sposób życia pewnej rodziny która wyrzekła się cywilizacji a przede wszystkim postanowili żyć w zgodzie z naturą i sobą samym. Pierwotnie mieszkali na pd Alaski jednak według głowy rodziny Brownów  ich dom spalił rząd. Z  tego powodu postanowili się przenieść w jeszcze dzikszy i bardziej nieprzyjazny teren na północy Alaski.    Zaryzykowali wszystko i wydali resztę swoich oszczędności na ziemię i materiały potrzebne do budowy domu. Zima zbliżała się wielkimi krokami a oni byli daleko w polu  jednak dzięki uprzejmości  sąsiadów postawili jedno izbową kabinę  w której  miała mieszkać cała  9 osobowa rodzina !  Niestety pewnej nocy przyszli nieprzyjaźni i zaczęli strzelać do Brownów. Na skutek tych wydarzeń postanowili przenieść się w inne miej...

Martwe drzewo jest zielone

O biecywałem  sobie,że nigdy nie będę tu uprawiał ani poruszał tematów politycznych,niestety w ostatnich czasach  jedno z najcenniejszych siedlisk leśnych,wyjątkowych na skalę światową mianowicie PUSZCZA BIAŁOWIESKA . Wraz ze zmianą rządu pojawił się pomysł wycinki jakże cennego kompleksu leśnego. By to zrobić odwołano dyrektora parku słowami mniej więcej w stylu : W IMIĘ PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI ZWALNIAMY PANA - a dlaczego ??? a no między innymi dlatego,że walczył on o ochronę środowiska i dla niego puszcza była nietykalna a dla obecnej władzy jest to zielona kupa zielonych.  Nie wiem jak można odwoływać kogoś kto dba i jest człowiekiem praktycznie idealnym na tym stanowisku ale patrząc na to,że  obecny minister środowiska nie jaki pan Szyszko jest również odpowiedzialnym za próbę zniszczenia  ROSPUDY !!!! Czyli wszystko jasne, jak ja to zwykłam mawiać DEBIL DEBILA DEBILEM POGANIA - mniej więcej tak to teraz wygląda. Ale wracając do tego,że martwe drzewo ...