Przejdź do głównej zawartości
Postaw mi kawę na buycoffee.to

Izery mistycznie i ekstremalnie - relacja

Była fotorelacja, to teraz czas na relację z wypadu w Izery. Udaliśmy się z Tatkiem w nocy z czwartku na piątek do Świeradowa, naszym celem, jak zwykle na taki krótki wypad, były Izery, z tym że teren zupełnie inny, pusty - dosłownie pełne odludzie - dużo zwierząt, a i bardziej mistyczny, wręcz czuje się obecność tych wszystkich słowiańskich i innych kultur, które tu się przewinęły, bo podobno nawet Celtowie w tym miejscu byli i swe modły robili.






Ruszyliśmy z parkingu kawałek przez miasto, by po kilkudziesięciu minutach minąć ostatnie domy i wejść w las. Szlak z początku mega podmokły, bo momentami po kolana w błocie, a już po kilkuset metrach zaczęło lekko padać, i tak z każdym metrem wspinaczki, coraz bardziej i bardziej padało, z błota weszliśmy w wodę, by po chwili wejść w strefę śniegu, gdzie ni to deszcz, ni to grad, ni to śnieg sypał się na nas. Przemoczeni ulokowaliśmy swe zadki w wiacie, tu chwila postoju, po batoniku i dalej już w śniegu, który momentami sięgał nam ponad kolano brniemy przed siebie. Deszcz to przychodził to odchodził, to zmieniał się w grad, to w śnieg, no warunki straszne, na szlaku raz było więcej śniegu, raz mniej. Prawdziwe kombo, ciepło, bo w okolicach zera stopni, ale te wszystkie wariacje opadowe zgnoiły mnie do suchego, byłem tak mokry, że już mi ciekło po plecach, brzuchu itd, wszystko przemoczone, no ale co zrobić, trza brnąć dalej. I po kilku godzinach wędrówki, w nieco już lepszej pogodzie docieramy do miejsca, gdzie stwierdzamy, że tu będzie dobrze się rozbić, opał jest (a to najważniejsze), a dalej nie ma co się pchać w tym śniegu.
Zanim się dobrze rozbiliśmy znów zaczęło coś z nieba lecieć. Ale na szczęście tylko przez moment i delikatnie. Po rozstawieniu obozu przystąpiliśmy do walki o ogień. Jak wiadomo, w takich warunkach ognisko jest niezbędne. Aby się udało je rozpalić, trzeba się odpowiednio przygotować. I tak też nanieśliśmy drobnych gałązek, grubszych patyków, a nawet przytargałem kawał złamanej brzozy, ułożyliśmy podkładkę z próchna pod ognisko i przystępujemy do niecenia, i tak też męczyliśmy się 3 godziny, by mieć już pełen normalny ogień, który nie gasł co sekundę. By go rozpalić strugaliśmy patyczki itd., by mieć coś suchego, nawet brzoza specjalnie nie chciała się palić. Na szczęście przy pomocy toporka udało mi się zdobyć nieco suchego drewna ze złamanego pieńka.








Po względnym przeschnięciu i najedzeniu się weszliśmy do worów i tak też zakończył się pierwszy i mega mokry dzień.
Ranek już był bardziej optymistyczny, słońce walczyło z chmurami, ognisko dużo łatwiej się rozpaliło, to nic tylko śniadanko zjeść, ogarnąć majdan i ruszyć dalej. Kolejne kilometry brniemy w śniegu, na nasze szczęście po pewnym czasie zaczęliśmy schodzić i śnieg zaczął ustępować miejsce wodzie - z dwojga złego już wolę w wodzie iść niż w takim mokrym cukrze.









Schodząc szlakiem, na moment odbiliśmy w bok, gdzie znajduje się źródło Wolfganga, gdzie znaleźliśmy niezwykle ciekawą sprawę, list do Fenrira. Ciekawa sprawa, że tu w okolicach tego źródła podobno było miejsce kultu pogan.




Pogoda już całkowicie się wyklarowała i ciepłe wiosenne słońce przebijało się między drzewami, gdy tak sobie wędrowaliśmy, to wyszła na nas piękna łania, nie bała się, patrzyła i po chwili sobie poszła - pech chciał, że nie mieliśmy akurat długich obiektywów na aparatach.


















Dalej w wodzie i lekkim błocie dochodzimy do odbicia szlaku na punkt widokowy na Jelenich Skałkach - również dawne miejsce kultu. Tu już dosłownie zero śniegu, pełna wiosna, czyli to czego oczekiwałem najbardziej ;)
Po wspinaczce na ten cały punkt widokowy w towarzystwie wielkich buków robimy sobie mały popas, podziwiamy widoki i ruszamy znów na dół. Tu już poruszamy się szeroką drogą gruntową bez śniegu, co najwyżej gdzieniegdzie jakieś małe białe placki, ale co dziwne im niżej schodziliśmy tym śniegu było coraz więcej i w pewnym momencie znów brnęliśmy w śnieżnej brei, dobrze, że chociaż było go max po kostki :P
Koło godziny 15 stwierdziliśmy, że czas zacząć szukać miejsca na obóz, więc zeszliśmy z drogi w las i wzdłuż strumienia doszliśmy do fajnego gęstego lasku, ze względnie równym miejscem do spania. Tego dnia nie było już problemu z rozpaleniem ogniska. Przygotowanie opału i od pierwszego odpalenia mogliśmy cieszyć się ciepłem płomieni.




Rano szybkie śniadanie, pakowanie i ruszamy w dół, i tym razem szok, dochodzimy do drogi, a tu lód, więc momentami prawie taniec na lodzie, po +/- kilometrze doszliśmy do Rozdroża Izerskiego, gdzie ilość śniegu nas zaskoczyła, no multum, jakieś 200 metrów wyżej praktycznie zero śniegu, a tu po kolana miejscami!!!



Tu, już nie szlakiem, a szosą udajemy się do Świeradowa, mimo iż marsze drogami do moich ulubionych nie należą to ten spacer był naprawdę przyjemny i obfitujący w piękne widoki. I tak też koło godziny 12 dotarliśmy do auta i skończyliśmy ten wypad. Było mokro, było ciężko, było intensywnie, ciekawie i mistycznie, no i jak zawsze było zarąbiście :D

A już niedługo Buszmen na tropie z tego wypadu ;)








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jesteśmy PI...dami

Uwaga uwaga - post ten miły nie będzie ale na pewno satyryczny. - mogą pojawić się wulgaryzmy - ZA CO SRRY ;)   DWIE NAJWIĘKSZE Pi..dy POLSKIEJ SCENY SURVIVALOWO/BUSHCRAFTOWO/OUTDOOROWEJ Wczoraj czy może dziś nie wiem na pewnym blogu  o pokrewnej tematyce pojawił się wpis podsumowujący rok. W sumie nic nie podsumował poza tym,że autor nie jaki Tomasz F. zbeształ z ziemią 90% środowiska (tak tak was drodzy czytelnicy też)  i nazwał pieszczotliwie Piz....mi. -swoją drogą uważam,że to nie sprawiedliwe powinniśmy rozdzielić na fiutków i piz....ki, przecież w naszym zacnym gronie obie pcie funkcjonują :D Oczywiście wpis już nie istnieje na blogu bo chyba nasz RAMBO ( bez urazy Stallone ; )  się zsiusiał i poleciał z podkulonym ogonem do mamusi - co zarzuca nam. Ale nie martwcie się tu macie pdfa z wpisem ;) No ale cóż jeśli bycie Pi...dą  to:  spłynięcie Wisły na dmuchanym kanu z Krakowa do Bałtyku w rekordowym czasie 14 dni i 7 godzin.  - pr...

Buszmen w tv - opinia maa

N o i wczoraj stało się,  pokazali mój odcinek PRREPERSÓW GOTOWYCH NA WSZYSTKO. I powiem szczerze,że jestem zadowolony, wyszło nie gorzej. Chociaż pocięli mocno moje wypowiedzi,ale to penie przez to,że podpadłem pani reżyser ;)   No ale tak.  Po pierwszym odcinku,zacząłem się obawiać  co to będzie, bo nie ukrywam dał bym mu 3 max 4 w 10 pkt skali. Na szczęście okazało się,że wyszło dużo,ale to dużo lepiej. Fakt,że wiedzy może zbytnio nie przekazaliśmy. Marek powiedział co to prepping itd.  Ja mniej mówiąc ale na temat bardziej edukacyjny poruszyłem zagadnienie psychologi w przetrwaniu,co nie powiem jest moim konikiem. Odcinek trwał 30 min. a Izery zajęły zaledwie   10minut czyli zdecydowanie za mało by opowiedzieć o survivalu. Ale nie da się ukryć,że mimo iż tekstem nie zaszalałem to miejsca w które ekipę zaprowadziłem robiły wrażenie. A w obrazku wyglądały przednio.  Jeszcze te ujęcia z drona - no nie powiem..... daje okejke :V Lokalizacji...

Martwe drzewo jest zielone

O biecywałem  sobie,że nigdy nie będę tu uprawiał ani poruszał tematów politycznych,niestety w ostatnich czasach  jedno z najcenniejszych siedlisk leśnych,wyjątkowych na skalę światową mianowicie PUSZCZA BIAŁOWIESKA . Wraz ze zmianą rządu pojawił się pomysł wycinki jakże cennego kompleksu leśnego. By to zrobić odwołano dyrektora parku słowami mniej więcej w stylu : W IMIĘ PRAWA I SPRAWIEDLIWOŚCI ZWALNIAMY PANA - a dlaczego ??? a no między innymi dlatego,że walczył on o ochronę środowiska i dla niego puszcza była nietykalna a dla obecnej władzy jest to zielona kupa zielonych.  Nie wiem jak można odwoływać kogoś kto dba i jest człowiekiem praktycznie idealnym na tym stanowisku ale patrząc na to,że  obecny minister środowiska nie jaki pan Szyszko jest również odpowiedzialnym za próbę zniszczenia  ROSPUDY !!!! Czyli wszystko jasne, jak ja to zwykłam mawiać DEBIL DEBILA DEBILEM POGANIA - mniej więcej tak to teraz wygląda. Ale wracając do tego,że martwe drzewo ...